RSS
środa, 17 stycznia 2018

Czy ktoś jeszcze pamięta, że 17 stycznia 1945 roku została wyzwolona Warszawa? Albo to, co z niej zostało...

21:00, hornet99
Link Komentarze (1) »
wtorek, 16 stycznia 2018

W zasadzie trudno się dziwić, bo jest połowa stycznia. Prawda jest jednak taka, że odwykliśmy od zimy. Parę stopni poniżej zera wyprowadza nas z równowagi. A śnieg to już na pewno skaranie boskie.

21:08, hornet99
Link Komentarze (2) »
wtorek, 26 grudnia 2017

Skończyło się też lenistwo. Wprawdzie do końca roku nie pracuję, to jednak korzystając z wolnego czasu to i owo trzeba będzie pozałatwiać. No i odbębnić zaległe wizyty, czego szczerze nienawidzę. Aspołeczny się ostatnio zrobiłem. Brutalnie zdaję sobie sprawę z tego, że większość tych "przyjaciół" to tylko znajomi, którzy w potrzebie ręki nie podadzą. Ale to zupełnie inna kwestia.

Zimy nadal nie widać. Globalne ocieplenie w pełnej krasie. Może powtórzy się pogoda sprzed lat, gdy Wielkanoc była 1 kwietnia i spadło 10 cm śniegu:)

Święta mają jedną zaletę. Na ulicach jest pusto. Miasto wymiera. Warszawa wyjeżdża do domu. Nie, żebym miał coś przeciwko przyjezdnym. Bez nich to miasto nie dałoby sobie rady. Po prostu stwierdzam fakt.

22:55, hornet99
Link Komentarze (1) »
niedziela, 24 grudnia 2017

Miałem kiedyś taki pomysł, aby zebrać wszystkie swoje kontakty z czasów minionych i napisać krótki mail, z pytaniem, czy mnie jeszcze pamiętasz (bardziej rozbudowanym) :)

Nigdy tego nie zrobiłem. Dziś, jak co roku, napisałem na jeden adres. Taki, który kiedyś przez jakiś czas był bardzo ważny. Mail wrócił:( Samo życie...

22:42, hornet99
Link Komentarze (1) »

W tym roku w stylu francuskim:) Potrawy bardziej przyjazne dla wątroby. Atmosfera jak zwykle, prezenty... no cóż, z każdym rokiem coraz mniej finezyjne z wyjątkiem Tej Jedynej, dla której zawsze coś ciekawego się znajdzie, choć... co rok zastanawiam się, co można kupić dziecku, które ma wszystko, czego mu potrzeba i nie potrzeba:) Zadanie niełatwe, ale wykonalne, o czym każdego roku się przekonujemy:)

Najważniejsze, że jeszcze tydzień urlopu przede mną... To bardzo budujące.

22:29, hornet99
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 grudnia 2017

Święta za pasem. Myślę o nich z niejaką trwogą. Od kilkunastu lat po prostu ich nie lubię i chętnie wyjechałbym daleko. Ale nic to, da się przeżyć.

Uświadomiłem sobie właśnie, że w tym roku będę w pracy tylko przez cztery dni. Do końca tego tygodnia. Jutro pracuję z domu:)

W ubiegłym tygodniu bawił mnie serial z odwoływanie Szydłowej. Rano była doskonała, a wieczorem ją wyrzucili. A pisiaki i tak się cieszą, choć za cholerę nie rozumieją, że właśnie napluto im w zapijaczone oczęta:)

Przy okazji kolejna refleksja - jak to dobrze, że nie mam nic wspólnego z polityką!!! Te cyrki, z którymi mamy ostatnio do czynienia są poniżej mojego progu tolerancji dla idiotyzmu.

Będę musiał przemóc się i chociaż na dziesięć minut włączyć kiedyś kurvizję:) Podobno są tam takie jaja,jakich nawet za Goebelssa nie był:) Spieszył się nie będę.

23:01, hornet99
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 04 grudnia 2017

Obudziłem się o 1:30 i tyle było snu na tę noc. Jakoś dotrwałem do tej pory, ale to wszystko, na co mnie dziś stać:)

21:11, hornet99
Link Komentarze (1) »
sobota, 02 grudnia 2017

Wczoraj miało być o magii świąt. Tekst ma się nijak do tytułu, bo o owej magii nie ma tam ani słowa:) A może właśnie wizyta w galerii to jest ten element magii? Cholera, nijak też mi nie pasuje.

Niewiele z tą magią ma dla mnie świąteczna oferta sklepów, która jest prezentowana już od listopada z tendencją nasilającą się. Po jakimś czasie powszednieje i człowiek jej nie zauważa. Na magię nie mają też wpływu poszukiwania prezentów, ich kupowanie etc. Jakaż to magia? Gdy w sklepach nic nie było, to takie zakupy były  wyzwaniem. A teraz? Teraz decyduje grubość portfela i mobilność. Mnie nie chcę się biegać po sklepach, więc staram się jak najwięcej kupić przez internet. Niestety InPost jak zwykle przed świętami się nie wyrabia, a kurierzy, też ludzie, dostarczają paczki w godzinach pracy normalnych ludzi:( Czy nie dałoby się wprowadzić drugiej zmiany? Pewnie nie, bo to za proste rozwiązanie.

Z każdym rokiem święta coraz bardziej mnie irytują. Serio. Nie lubię ich i już. Z tysiąca powodów. Tym razem też tak będzie i nie widzę na to lekarstwa. Trzeba będzie po prostu uśmiechać się, robić dobrą minę do złej gry, udawać zainteresowanie konwersacją, która tak naprawdę jest jałowa jak pustynia.

Nic to, oby do wiosny:)

23:07, hornet99
Link Komentarze (1) »
piątek, 01 grudnia 2017

Jak ognia unikam galerii handlowych. Organicznie nie lubię i nie chodzę. Dziecię moje nieletnie jest pozbawione widoku tych że obiektów i wszystkiego, co się z nimi wiąże. Po prostu ostatni raz była w takim miejscu tak dawno, że pamiętać nie może. I... jakoś się nie garnie do odwiedzin. Może dlatego, że jeszcze nie wkroczyła w ten wiek, gdy ciuchy i makijaż są ważniejsze niż cokolwiek innego.

Wstęp przydługi i w zasadzie niczego do tekstu nie wnosi.

Chciałem zaoszczędzić kilkanaście złotych na dostawie zakupionego towaru, więc wybrałem odbiór osobisty w galerii handlowej właśnie w centrum Warszawy. Paczka doszła, trzeba było odebrać. Pojechałem więc i, jak to mówią, na własne oczy zobaczyłem ów przybytek... No właśnie, czego? Na pewno nie luksusu, najczęściej bowiem tandety za niewiarygodne pieniądze. To jednak tylko moje odczucia, bo... tłok był niemiłosierny. W oczy rzuciło mi się mnóstwo młodych ludzi, których jako żywo na zakupy w tym miejscu w zdecydowanej większości nie stać. Spotykają się tam, aby snując się po piętrach, albo siedzą w miejscach do tego przeznaczonych. Skoro to robią, mają potrzebę obcowania z tym, czy też takim miejscem. Podejrzewam bowiem, że w innych galeriach jest podobnie.

I już zapomniałem, jak chciałem to spuentować. Od maja czasem mi się to zdarza - norma... W każdym razie, to, co zobaczyłem w ciągu piętnastu minut poszukiwania mojego sklepu było dla mnie sporym szokiem.

A za miesiąc o tej porze trzeba będzie psychicznie przygotowywać się do powrotu do pracy po dwóch tygodniach lenistwa:)

23:09, hornet99
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 listopada 2017

Przy okazji rozmyślań różnych spowodowanych czymś, co od dawna nie sprawia już przyjemności skonstatowałem nagle, że... od ośmiu lat!!! jestem grzeczny jak aniołek. Nie szlajam się po obcych landach, nie uganiam się za różnymi takimi, nie rozbijam małżeństw (raptem dwa mam na koncie, więc to chyba niedużo) i nie robię wielu innych rzeczy, które potocznie nazywa się zdradą. Ja tego nigdy tak nie nazywałem:) Wiadomo, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Co ciekawsze, prze te wszystkie lata nie zastanawiałem się chyba, czy dobrze mi z tym, czy też źle. Inaczej. Pewnego pięknego dnia uświadomiłem sobie, że byłem bliski popełnienia największej głupoty w życiu. Prymitywny, acz skuteczny plan neutralizacji zagrożenia wypalił i wyszedłem na prostą. Tylko tyle, aż tyle. Z resztą, czy to ważne? Nie ma powodu, by wracać do tego.

W każdym razie, byłem zszokowany. Serio! Ten czas za szybko płynie, niestety.

Ale to temat na zupełnie inne opowiadanie.

23:44, hornet99
Link Komentarze (1) »
sobota, 21 października 2017

Przed chwilą coś napisałem. Wyleciało w kosmos... Chyba dobrze się stało.

23:28, hornet99
Link Komentarze (1) »
niedziela, 02 lipca 2017

W pobliżu mojego domu jest przejście dla pieszych. Normalne jakich tysiące. Samochody w tym miejscu pędzą po głównej arterii z dużymi prędkościami. Wszyscy się do tego przyzwyczaili, bo przecież wszystkim wiadomo, że policja zajmuje się źle zaparkowanymi samochodami  ustawia się na wylotówkach w jedynym celu - zbierania mandatów. Na mojej arterii nigdy ich nie widziałem, choć wielokrotnie pisano i mówiono, że poziom bezpieczeństwa na niej pogarsza się z miesiąca na miesiąc.

Ale wróćmy do przejścia. Jesienią ubiegłego roku na dwóch oddalonych od siebie przejściach zainstalowano ze środków budżetu partycypacyjnego dodatkowe ich oświetlenie oraz migającą żółtą lampę. Wszystko to zasilane ekologicznymi ogniwami fotowoltanicznymi.

I efekt jest w ciągu ostatniego półrocza na tym moim przejściu zostało zabitych dwoje ludzi i jeden ciężko raniony. Wniosek z tego jest jeden: cała ta instalacja była psu na budę. Znacznie lepszy efekt przyniosłoby zabudowanie progu zwalniającego. Takiego nieoznakowanego:),po przejechaniu którego z nadmierną szybkością samochód należy odstawić do warsztatu na lawecie...

Nie pamiętam już, gdzie to było. Przed laty, w którejś z europejskich stolic dwa razy zdarzyło mi się zignorować znak ograniczenia prędkości. To takie przyzwyczajenie z naszego kochanego kraju, gdzie najczęściej ograniczenie prędkości nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Za pierwszym razem skończyło się ostrym hamowaniem, bo zjazd z autostrady był wyprofilowany dokładnie na prędkość wskazaną na znaku. Za drugim razem było to na szczęście niewielki skok w górę na nieoznakowanym progu. Chwilę wcześniej był znak, że w pobliżu jest szkoła. Miejscowi wiedzą, że oznacza to wyhamowanie do 30 km/h.

A poza tym dziś leniuchuję. Dziewczyny wyjechały na Mazury i są zachwycone. Ja mam jeszcze ponad miesiąc do urlopu...

21:22, hornet99
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 czerwca 2017

Czas pędzi jak szalony. Skończyło się moje zwolnienie i w poniedziałek wróciłem do pracy. Dyskusyjne nadal, czy potrzebnie tak się spieszyłem? Z jednej strony tak, bo spotkałem się z wieloma wyrazami autentycznej sympatii i empatii. Z drugiej...no cóż, moja ulubiona niegdyś szefowa na cześć której piałem z zachwytu dokonuje dalszego zaorania departamentu i dziwi się, że poziom zaangażowania wypadł w ostatnim badaniu tragicznie. Aha, przywitała się ze mną zdawkowo:) rozśmieszając mnie niemiłosiernie. Mała kobiecina.Po raz trzeci w życiu tak bardzo się pomyliłem w ocenie człowieka! Bywa:(

Dawno temu pisałem o scenach rozgrywających się za ścianą z udziałem straży pożarnej i policji oraz przeprosinach i powrotach. Tajemnica wyjaśniła się wraz z zaokrąglaniem się sylwetki mojej sąsiadki. Podobno wszystko dobre, co się dobrze kończy:)

A wczoraj spotkałem inną moją znajomą. Wyglądała jakby zderzyła się z życiem. Zagadnąłem z głupia frant, żeby uśmiechnęła się, bo jutro będzie lepiej. To, co usłyszałem w odpowiedzi zmroziło mnie. Okazało się, że mąż zdradzał ją z jej najlepszą przyjaciółką, świadkową na ich ślubie i matką chrzestną ich dzieci. A teraz pan mąż stwierdził po prostu, że im nie ułożyło się. Wyczyścił konta i wyprowadził się z domu. Cóż można powiedzieć? Mnie wyrwało się, tylko jedno - chuj zbolały.

Życie pisze interesujące scenariusze...

21:21, hornet99
Link Komentarze (2) »
sobota, 10 czerwca 2017

Niby niewiele, jednak bardzo wiele. Minął szybko, bo czas, jak wiadomo, nie stoi w miejscu i wciąż gna przed siebie. W ciągu tego miesiąca wielokrotnie przekonałem się, że mój "wyśmienity stan zdrowia" nie jest tak do końca wyśmienity. Wydarzają się bowiem incydenty, które wprawdzie groźne nie są, niemniej świadczą, że to, co było nie przeszło bez śladu, że pozostawiło tu i ówdzie swoje piętno. Czy nielikwidowalne? A to się dopiero w dłuższej perspektywie okaże. Na razie nie jest źle, ale...

W poniedziałek jadę na kontrolę do szpitala. Stan zagrożenia życia minął, pacjent jakoś funkcjonuje, więc - wg logiki służby, czy też bardziej prawidłowo, ochrony zdrowia można go przeczołgać jak burą sukę... No, bo czy to jest normalne? Dostałem skierowanie na tę kontrolę przy wypisie ze szpitala. Następnie umówiłem się telefonicznie na tę kontrolę. Pani po drugiej stronie kabla dł€go wypytywała mnie o różne rzeczy, jakby oddział nie miał tych informacji w dokumentacji. A na koniec powiedziała mi, że... muszę dostarczyć oryginał skierowania w ciągu dwóch tygodni. To po co w takim razie jest możliwość telefonicznej rezerwacji terminu? Tego nie da się pojąć.

A gdy pojechałem z tym nieszczęsnym skierowaniem do tegoż szpitala, musiałem odstać w kolejce do okienka, co zajęło mi około pół godziny. Jestem w miarę sprawny fizycznie, więc nie był to problem, ale ludzie będący w gorszym stanie mieliby z tym trochę kłopotów.

To jeszcze jednak nie koniec, bo przy okazji dowiedziałem się, że aby dowiedzieć się dokąd pójść na to badanie kontrolne... trzeba odstać w tej kolejce jakiś czas. Inaczej nie ma możliwości dowiedzieć się! Paranoja!!!!!

A poza tym jest OK.Pogoda dopisuje. Pogoda ducha również nie zaginęła. I oby tak dalej!

23:14, hornet99
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 maja 2017

Wróciłem, choć donikąd nie wyjeżdżałem... Nie wiem, czy teraz jestem już gotowy, by opisać tę sytuację. W każdym razie muszę napisać jedno. Jeśli ktoś trafi na SOR w szpitalu wolskim (celowo z małej litery), niech - jeśli może - jak najszybciej stamtąd ucieka. To jedyna rozsądna decyzja jaką można podjąć.

A zaczęło się wszystko, jak się później okazało, pewnie już jakieś pół roku temu. Na ostro było już na początku kwietnia, ale... nie skojarzyłem, że to może być poważne. Winą obarczałem m.in. klawiatury, które nie chciały mi być posłuszne. Wtedy też pojawiły się moje rozważania o tym, że wbrew pozorom pisanie na klawiaturze jest skomplikowanym procesem, zwłaszcza bezwzrokowe...

Tygodnie mijały. Pracy miałem dużo, więc nawet nie zauważyłem, że przechodziłem infekcję, które pod koniec kwietnia przekształciła się  w zapalenie płuc. Długi weekend w domowych pieleszach. Nie żałowałem, bo pogoda była pod psem. A od 5 maja zaczęło się na ostro. Działy się rzeczy dziwne i mało zabawne. I wtedy na serio zacząłem się bać. Wkrótce okazało się, że były to obawy uzasadnione.

 W poniedziałek poszedłem do pracy i zamówiłem wizytę u lekarza. Pan doktor zbadał mnie, powiedział, co o tym sądzi, po czym dał skierowanie na cito na TK. Wczesnym popołudniem wylądowałem jako się rzekło na Kasprzaka, gdzie był jedyny dostępny tego dnia termin TK. Po badaniu pani doktor, wyraźnie poruszona, w kilku nieskładnych zdaniach poinformowała mnie, że jestem w stanie zagrożenia życia i muszę pozostać w szpitalu. I tak trafiłem na ten nieszczęsny SOR, gdzie spędziłem 6 godzin i dopiero po potężnej awanturze urządzonej przez moją Lepszą Połowę zostałem przewieziony na sygnale do innego szpitala, gdzie bardzo młoda i bardzo kompetentna Pani Doktor po zbadaniu mnie i wyjaśnieniu, co się ze mną dzieje i jakie mogą być tego konsekwencje, zaproponowała mi operację, na którą oczywiście natychmiast się zgodziłem. Po pół godzinie od dowiezienia na miejsce byłem już na sali operacyjnej. Zabieg trwał prawie trzy godziny.

W sumie skończyło się dobrze, choć wyglądało to mało sympatycznie. Miałem sporo czasu na myślenie i parę wniosków dla siebie wyciągnąłem...

Ot i cała bardzo pozbawiona szczegółów i dramaturgii historia. Oby się nie powtórzyła........

21:01, hornet99
Link Komentarze (3) »
wtorek, 11 kwietnia 2017

Wczoraj paranoicy i schizofrenicy robili ludziom wodę z mózgu, publikując pozbawione podstaw i sensu idiotyzmy o podobno potwierdzonym zamachu na samolot  z najgorszym prezydentem RP.

Przecież trzeba być niespełna rozumu, żeby jak ten pożal się Boże Berczyński opowiadać, że samolot rozpadał się przed brzozą (zaleziono jeden odłamek i to już jakieś sześć lat temu), a potem nie uderzając w brzozę rozpadał się dalej, a na końcu jeszcze wybuchła bomba termobaryczna, którą ani chybi wniósł na pokład LK, bo tylko on z małżonką nie przechodził kontroli pirotechnicznej. No i najważniejsze. Samolot się rozpada, piloci te strzępy spokojnie pilotują, wybucha bomba, a oni o tym, biedacy, nie wiedzą i spokojnie odliczają zniżanie do 20 metrów. Jeśli doda się do tego rosyjskich kontrolerów, którym postawiono zarzuty "naprowadzania na śmierć", to już zupełnie trudno zrozumieć, dlaczego oni to robili, skoro w sporej odległości od pasa leciał rozpadający się wrak.

Normalny człowiek widzi w tej narracji paranoję i schizofrenię. Tylko żelbetonowy elektorat tych idiotów zachwyca się kolejnymi dowodami i badaniami, których oczywiście nie przedstawiono:)

To tak jak z wypadkiem straszydła. Główny podnóżek i szef służb mundurowych powiedział, że pancerna limuzyna poruszała się z prędkością 50 km/h. Po obejrzeniu efektów zderzenia i obrażeń jakich doznali pasażerowie stwierdzić trzeba, że drzewo musiało poruszać się co najmniej z prędkością 60 km/h o zwrocie przeciwnym do samochodu:)

A poza tym... podobno wiosna. Tylko trudno mi zaakceptować 10 stopniowe skoki temperatury!

21:26, hornet99
Link Komentarze (1) »
sobota, 08 kwietnia 2017

Jutro planujemy wyjazd na wystawę psów. Prognoza pogody jest optymistyczna. Ma być słońce i niewielki wiatr. Zastanawiam się, czy wziąć aparat... Zupełnie przestałem robić zdjęcia. Warty sporą sumę sprzęt leży bezużyteczny. Ale nie umiem wykrzesać w sobie tego byłego entuzjazmu, gdy bladym świtem w weekend biegałem o łące fotografując kwiecie różne... A teraz po prostu mi się odechciało. I tyle.

22:22, hornet99
Link Komentarze (3) »
czwartek, 06 kwietnia 2017

Jako człek już leciwy cenię sobie wygodę. Nie luksusu, broń Boże. Na te mnie nie stać. Zresztą trzeba by zdefiniować, co jest luksusem, a co nim nie jest. Nie mam na to ochoty. Niemniej od bardzo dawna poszukuję klawiatury, która by mi odpowiadała. Są dwa parametry, które toto musi spełniać: podświetlenie klawiatury i podstawka pod nadgarstki. Jak dotychczas wymieniłem ich kilka, ponieważ żadna, choć spełniała kryteria, nie okazała się wystarczająco wygodna w eksploatacji.

Dziś coś mnie podkusiło, by sprawdzić, dlaczego dwie leżące wysoko na regale klawiatury nie zostały wyrzucone, a także czemu nie znalazły innego zastosowania. Odpiąłem ten badziew, z którym męczę się od pół roku, bo zaczął mnie irytować brakiem ergonomii. Dopiero dziś odkryłem, że przyczyną jest wąski, taki jak wszystkie, klawisz back.

Podpiąłem jedną klawiaturę, bardzo porządnej podobno firmy, po iluś próbach poszukiwania właściwego portu zadziałała. Miała jednak podstawową wadę. Nie było podkładki pod nadgarstki.Dlaczego ją kupiłem? Nie mam pojęcia. Podpiąłem potem drugą. Okazała się lepsza, choć też nie bez wad. Zdecydowałem się ją zostawić. I właśnie z tego powodu napisałem tę notkę. Muszę ją bardziej opanować. Wydaje się, że nie będzie większych problemów. Zachodzę teraz w głowę, dlaczego z niej kiedyś zrezygnowałem? Nie mam pojęcia...

22:42, hornet99
Link Dodaj komentarz »

Przed obudzeniem śniło mi się, że jest sobota. Nagle zadzwonił budzik! Sen prysł, a ja zacząłem gorączkowo zastanawiać się, co się stało z telefonem, ponieważ budzik nie jest aktywny w weekend.Ta pomyłka była bolesna i zaważyła na całym dniu. Był do kitu.

Po zamachu w petersburskim metrze nasze dzielne służby zaznaczają na ulicach swoją obecność. Zawsze mnie to śmieszy, bo z terroryzmem nie walczy się na ulicach. Ale skoro odpowiednie nasze służby są w stanie (szukam adekwatnego określenia) niech będzie, nie najlepszym z powodu zaangażowania w politykę, to i raczej nie czuję się bezpieczny. Raczej dlatego, że Polska zepchnięta przez rządzących idiotów na margines polityki międzynarodowej stała się kompletnym zadupiem i większa akcja tutaj mogłaby zostać niezauważona przez świat. A już o paroksyzm śmiechu przyprawiły mnie dwie policjantki: wysokość obu na poziomie 300 cm, łączna masa mniej niż 100 kg. I te dzieweczki mają stawić czoła jakiemuś łotrowi? Mało prawdopodobne. No chyba, że facet padnie ze śmiechu. Na marginesie, przed laty jakiś żul z bejsbolem, czy innym groźnym narzędziem demolował w jakimś małym miasteczku samochody. Przyjechał patrol policji składający się z jakiegoś niedorobionego fagasa i właśnie takiej paniusi o rozmiarze większej ćmy. Funkcjonariusz zajął się wzywaniem pomocy :), a dzielna policjantka miała przypilnować łobuza. Jednak on nie reagował na wezwania. Wtedy panienka zamiast pałki wyciągnęła pistolet!!! Oddała siedem strzałów w kierunku pijanego żula. Trafiła dzięki rykoszetowi. Nie mam wątpliwości, że te dwie spotkane dziś funkcjonariuszki albo by uciekły, albo zaczęły strzelać. Na więcej umiejętności raczej by im nie starczyło.

 

Świat się kończy! Przestał mi smakować mój ulubiony napój alkoholowy!!! Jakiś niedobitek single malt kurzy się w barku a ja po prostu omijam go wzrokiem. Nie nęcą mnie etykiety zapewniające niegdyś podniebieniu pewną dawkę rozkoszy. Z niezrozumiałych powodównajbardziej smakuje mi czysty czarny smirnoff, tudzież inna bezzapachowa okowita z czarną naklejką. 

Skleroza moja postępuje. Chciałem jeszcze o czymś napisać, ale zapomniałem.

21:16, hornet99
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 marca 2017

Szczerze powiedziawszy uświadomiłem sobie to dopiero wieczorem... gdy sprawdziłem datę w kalendarzu. Pierwsza wiosenna "jaskółka" pojawiła się jednak już wczoraj wieczorem. Był to jeż, który zdezorientowany zatrzymał się na przejściu dla pieszych. Po dłuższej chwili, pewnie w duchu przeklinając pogodę, oddalił się w mniej ruchliwe miejsce.

Od czwartku oficjalnie wiem, że jestem chory. A to za sprawą mojej pani doktor (celowo z małej litery, choć kobieta z niej zacna i znamy się wieki), która badając mnie nagle ni stąd ni zowąd powiedziała, że jednak taki całkiem zdrowy to ja nie jestem. I od czwartku czuję się chory. Dolegliwości żadnych nie mam, ale słowo lekarza rzecz święta. Dziś nawet byłem na tę okoliczność u chirurga, który potwierdził rozpoznanie i wypisał skierowanie do szpitala. Pośpiechu nie ma, ale pokroić się będzie trzeba.

Rodziny na wszelki wypadek nie informuję, bo to są histeryczki i pewnie zaczęłyby się nadmiernie przejmować tym, co ja już oswoiłem w ciągu dziesięciu minut i co na mnie nie robi wrażenia. Z nimi byłoby inaczej. Dowiedzą się na tydzień przed terminem operacji. Wystarczy.

A taj w ogóle, to jest mi w ogóle tak jakoś... Niby robię dobrą minę do słabej gry, niby wszystko jest OK, ale - no właśnie - jest mi tak jakoś. I to jakoś jest zupełnie nieokreślone i niedefiniowalne. Jedynym wytłumaczeniem jest "zmęczenie wiosenne", występujące cztery w roku:)

21:56, hornet99
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 103