|
piątek, 20 listopada 2009
Dziś nad morzem było pięknie! Oślepiające słońce, lekki ciepły wiatr, spokojne fale leniwie rozbijające się o brzegi plaż... Raj... Cudo... Najlepszy finał krókiego urlopu! Wieczorem ostatni spacer na plażę... Rozgwieżdżone niebo... Gwiazdy, których nie da się zobaczyć w mieście... Szum morza. Delikatny, mile pieszczący uszy. Ciemność. W oddali światła statków. I cisza. Morska cisza... A jutro... Jutro rano, ale nie bladym świtem... powrót do Warszawy... 481 kilometrów. I jutro będzie ciąg dalszy, a w zasadzie początek opowieści urlopowej... Do jutra zatem:)
A idea ograniczenia dostępu do bloga pozostanie chyba tylko ideą... Tak mi się dziś wydaje, gdy emocje uspokoiły się, a spojrzenie na świat...
środa, 18 listopada 2009
Zamierzam ograniczyć dostęp do tego bloga. Jeśli ktoś chciałby jeszcze nadal mnie czytać o oglądać, proszę o informację na adres: hornet99@gazeta.pl. A na Bałtyku sztorm... Reszta wrażeń i opowieści po powrocie...
sobota, 14 listopada 2009
W słuchawkach jakieś starocie miło łechcące ucho, w głowie mętlik, przed oczami monitor. I niby wszystko wiem, a jednak... nadal nic nie wiem i najbliższa przyszłość rysuje się co najmniej mgliście, albo też nie rysuje się wcale. W zależności od chwilowego nastroju. Kolejny wieczór najzupełniej bezsensowny i bezbarwny. Bez historii. Co przyniesie jutro? Cokolwiek przyniesie i tak będzie to ostatni dzień przed wyjazdem...
piątek, 13 listopada 2009
Powoli odpływam. Chyba w sen, choć jeszcze nie wiem. Czuję się... jak się czuję. Nawet nie mam ochoty na swoją wieczorną "blondynkę". Nie mam ochoty na pisanie. Czytać też mi się nie chce. To chyba efekt ostatnich dość napiętych dni. Wymagających koncentracji i szybkiego analizowania bardzo dynamicznej sytuacji. Dawno nie musiałem pracować w takim stresie. Odwykłem, po prostu przyzwyczaiłem się do komfortu spokojnego biurowego bytowania. A teraz mogę już sobie pozwolić na spadek poziomu adrenaliny. Sprawa zamknięta, pozamiatane... I tylko gdzieś w zaułkach mózgu kołaczą się jakieś ostatnie myśli o tym, o czym już dawno powinienem zapomnieć. Zgodnie z "odwieczną" zasadą nie przynoszenia pracy do domu. I potrzeba mi było jakiegoś miłego słowa, na ukojenie nerwów, którego jednak nie usłyszałem... Zapalę ostatniego na dziś papierosa i znikam w niebyt snu. I mam nadzieję, że szybko zasnę i nic mi się nie przyśni. Ani miłego, ani niemiłego. Nie chcę śnić! Chcę się wyspać...
czwartek, 12 listopada 2009
Odliczam dni do wyjazdu... Mam już serdecznie dość mojej pracy! Może nie tyle pracy, ile nieuniknionych w niej kontaktów z ludźmi myślącymi inaczej. I dziś wpadłem w kolejny stupor po żądaniu podania definicji słowa, które, jak mi się wydawało, nie powinno budzić niczyich wątpliwości, bowiem jest zrozumiałem dla gimnazjalisty (tak mi się zdaje). A jednak... Zainteresowanego odesłałem do słownika języka polskiego, bo nie chciałem go obrażać... Ale co tam, jeszcze tylko jutro i na tydzień zamykam kram. Izoluję się. Nie ma mnie!!! Morze, plaże, wiatr. I, oby tylko nie padało... A jeśli będzie, to na tę przykrą okoliczność zapakuję zapasową kurtkę. Nieprzemakalną!:) To będzie wyjazd inny niż wszystkie dotychczasowe. Pod wieloma względami. Coś takiego zdarzy się po raz pierwszy... Ciekawe, jaki będzie efekt. I cieszę się, i boję się, i... zobaczy się, co z tego wyniknie:) Bo przecież zawsze musi być kiedyś ten pierwszy raz... I będzie:)
środa, 11 listopada 2009
Nie pytaj dokąd nas prowadzi czas Andrzej Jastrzębiec-Kozłowski poprzedniego emocjonalnego zapisu... Naprawdę nic wielkiego się nie stało. Niemniej to, co się stało spowodowało, że choć miałem napisać inną notkę (właśnie zabierałem się do pisania), napisałem tylko to jedno zdanie. Z miesiąc temu a może wcześniej, pisałem o zwierzątku, które zagościło na naszym pracowym suficie. "Umilało" nam życie biegając i skacząc oraz wyczyniając inne akrobacje. Ale to zwierzątko również odżywiało się... a fizjologia jest nieubłagana. Więc w rogu naszego całkiem sporego pomieszczenia zaczęły pojawiać się brunatne plamy, którym towarzyszył dość nieprzyjemny zapach, nasilający się wraz ze wzrostem temperatury nawiewu... Poprosiliśmy administratora, aby wymienił brudne panele (bo zwierzę zostało chyba pojmane, albo wyprowadziło się). I przyszło dwóch sympatycznych panów, wyposażonych w różniste instrumenty oraz drabinę. Przystąpili do wymiany paneli sufitowych. Pierwszy udało im się ściągnąć bez większych problemów. Z drugim szło już gorzej. A gdy ostatecznie poddał się.... cała zawartość zwierzęcej kloaki znalazła się... na jednym z panów i na naszej podłodze, rzecz jasna.... I wtedy napisałem to zdanie... Błyskawicznie wylogowałem się, złapałem kurtkę i już tam nie wróciłem tego dnia. Podobno wszystko zostało uprzątnięte, a zapach zneutralizowany prażoną kawą. Jutro się przekonam...
wtorek, 10 listopada 2009
|
Ostatnie notki
Zakładki:
Fotoblogi
Lubię tu bywać
Zdjęcia zamieszczone na tej stronie są własnością autora blogu, który nie lubi by je umieszczano gdzieś indziej bez zezwolenia.
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||